Co będzie kiedy fanboj wyrośnie z rurek?

Się porobiło.
Jakoś w marcu 2012 się zjabłczyłem. Kupiłem iPhone 3GS, na Thinkpadzie T61p postawiłem MacOS X. Się zachwyciłem. Solidne toto, bebechy Unixowe, dużych aplikacji masa jak na Windzie, front śliczny.
Od tamtej pory japko, japko i japko - kolejne iPhony, dwa iPady, MacBook Pro, iMac 27". Slicznie, pięknie i wspaniale.
Aż do 2018.
Telefon
iPhone 5s. Cztery latka minęło, bateryjka słabnie. Poręczny, ale ekranik trochę za mały jednak. Niby iOS 12 postawiłem ale wszystko już lekko zamula.
Pora wymienić. Tylko na co? Żeby posłużyło kolejne 4 lata to trzebaby coś w miare nowego. Kupa kasy.
iPhony są dobre i złe - bo 5S działał długo i był aktualizowany długo, ale w pewnym momencie okazał się totalnie zapóźniony do świata.
Laptop
Mam MacBooka Pro z połowy 2012 roku - bez Retiny, za to z DVD. Kupiony z prockiem i7 2,9 GHz, 8GB RAM, dyskiem HDD 750GB i grafiką Intela HD4000.
Generalnie wtedy największy wypas w 13 calach. Kosztowało mnie to jakieś 8500 PLNów. Z jednej strony drogo. Z drugiej strony to mój codzienny komputer od momentu zakupu - czyli od maja 2013. Mamy sierpień 2018 - pięć lat z małym okładem. Dzień w dzień po naście godzin. I praktycznie cała kasa jaką zarobiłem przez te 5 lat była zarobiona na nim. Więc może nie aż tak drogo :)
Po drodze z 8 GB RAM zrobiło się 16, z HDD 750GB + DVD zrobiło się SSD 500GB + HDD 750GB, i7 daje radę i ciągle nie jest źle.
Tylko dziś ekranik 1280x800 to bieda trochę - mało miejsca do pracy - czy to Unity czy to Android Studio, czy XCode. Do tego grafa słaba - świat uciekł trochę. Bateria też jest cieniem swojej dawnej potęgi i mimo, że niewymienna wita mnie komunikatem "wymień wkrótce".
No i powoli pora się rozglądać za narzędziem do pracy. Tylko co? Mam se kupić MacBooka Pro 13" z i7, 16GB RAM i SSD 500GB? Wychodzi 12400 PLNów.
Teraz mam w sumie 500+750 więc żeby nie bolało powinienem pójść w SSD 1TB. Wtedy się robi 14400 PLNów za lapka z grafiką Intela. Ekstra.
Muszę maksować wszystko przy zakupie bo potem ani dysku (przylutowany) ani pamięci (przylutowana) nie dołożę.
Thinkpada T470p z 16GB RAM, 512GB SSD, GeForce GT 940MX, matowym ekranem i tak lubianym kiedyś przeze mnie TrackPointem jestem w stanie wyrwać za połowę tej ceny.
Oczywiście z rozszerzalną pamięcią i wymiennym dyskiem i wymienną baterią. Moja miłość do MacOS zostaje wystawiona na wielką próbę :D Ewentualnie można za podobne pieniądze mieć Della XPS. Ten się pięknie Hackintoszuje i wtedy można zostać na MacOS. Z drugiej strony przy procku i7-7700 i 16GTB RAM to wirtualka z Linuksem na spokojnie ogarnia moje potrzeby.
W sprawie komputera decyzji jeszcze nie podjąłem - mam jeszcze trochę czasu. Ale zaczynam sobie siebie wyobrażać na Win10 + virtualka z Linuksem podczas codziennej pracy.
Przyszłość
Co się porobiło?
Gdzie ten obraz geeków, artystów i programistów na sprzęcie z jabłuszkiem?
Czemu po fali napływu (okolice 2010) programistów linuksiarzy teraz widzę trend odwrotny?
Kiedy Microsoft z Visual Studio i swoimi surface'ami stał się mniej obrzydliwy dla programistów i całego nerdowstwa?
Czy aby Apple czegoś nie przespało?
Czy aby nie przegieło z tym swoim 'hop do przodu'?
Owszem - mocno się trzyma blogerami, vlogerami (Final Cut Pro X) i całym tym Instagramowym influencerstwem.
Owszem, ciągle MacBook i iPhoneX wygląda obłędnie na fotkach stockowych.
Ale ja chyba wyrosłem…